Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajlandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajlandia. Pokaż wszystkie posty

007 zglos sie :)

Na koniec zaliczmy jeszcze piekny archipelag wysp wraz z Wyspa Jamesa Bonda. Tak, aby jeszcze nacieszyc oczy, zapamietac kazdy szczegol... chlonac...


Nie ma lekko

Lekko nie bylo z prysznicem. Port w pelnym tego slowa znaczeniu byl tylko na Phuket. Lajba co prawda wyplynela z pelnymi zbiornikami, ale to bylo na tyle, by cos ugotowac pozmywac i odrobine sie wieczorem przeplukac. Staralismy sie wiec wyszukiwac prysznice na kolejnych wyspach. Raz nam sie naprawde trafilo!

Cala zaloga na poklad! (to akurat wyszlo nam bez komendy, na spontana...:) Prysznic leje z nieba! Hurraa!!!
Kto ma zel pod prysznic?
Tylko nie dotykac want! (byla akurat burza, ale my tacy spragnieni slodkiej wody...)

Wrocilismy na Phuket. O zgrozo! Pamietacie moje "ulubione" miejsce: Patong Beach. No nie! Trzeba to bedzie przehandlowac!

- Dobra chlopaki, skoro Wy naprawde musicie na Patong i na skutery to obiecajcie, ze jedna noc zostaniemy totalnie "na dziko", gdzies...
- Ale przeciez my codziennie jestesmy "na dziko" - No nawet nie rozumieja co to znaczy na dziko...
- Nie pamietam, abysmy choc raz cumowali na dziko
- Jak to! Przeciez codziennie spimy na kotwicy! Nie zauwazylas, ze nie ma portow, ze plywamy na brzeg pontonem?
- Owszem, ale jesli w oddali widac swiatla to to w moim rozumieniu NIE jest "na dziko".
- Aha... (osiagnac w rozmowie tzw. "Efekt Aha" to sukces! Przy czym termin "Efekt Aha" zapozyczylam od Dr Czarnego z SGH :)

Obiecali! Co mieli zrobic, jak Blondyna prosi i jeszcze im sesje foto na skuterach robi :)


Dalej plyniemy juz "na dziko". Nareszcie cisza i spokoj. Spokoj pozorny, bo wieje jak cholera! I jak tu obiad ugotowac? :)

Jest! Nareszcie zrzucamy kotwice tam, gdzie oprocz nas nie ma nikogo...

Ster, kolo, czy jak mu tam....

Plyniemy na pelnych zaglach, dmucha ja trzeba, na horyzoncie widac cel - majacza kolejne skaliste wyspy. To jeszcze parenascie ladnych mil. Q zglasza od rana, ze ster, kolo, czy jak mu tam... cos przeskakuje, ze traci czasem sterownosc... Ale poki co, tniemy fale jak trzeba! Az:... - Kaaapitanieee!!!
- O k...a! Zagle w dol! Odpalamy silnik!
Ni z tego, ni z owego poszedl ster, kolo, czy jak mu tam...
Chlopaki uwijaja sie jak w ukropie, znajduja rumpel i montuja. Ja usuwam sie z drogi. To tez pomocne, prawda? :)
Rumplem taka lodka wysterowac to nie lada zadanie, sily trzeba miec za dwoch. I co? No coz, Q siedzi cierpliwie kolejnych kilka godzin i plyniemy... A za nami burza, blyska sie, grzmi. Bedzie do tego wszystkiego padac czy nie?
Ucieklismy! Uffff....
I tak mielismy po poludniu zawinac hen daleko na kolejne wyspy, a tymczasem po wplywamy w najblizsza zatoke. Nadmienie, ze w Tajlandii zeglowanie po zmroku jest zabronione. Przydaja sie nasze czolowki. W przewodniku pisza, ze w zatoce sa bojki, ale ani widu ani slychu, ni hu hu :). Patrzymy jak "zaparkowali" sasiedzi. Kotwica. No to rzucamy... I w ten oto sposob zawijamy na wyspe, ktorej nazwy nie pamietam... (Zalogo! Kto ma jeszcze te nazwy w glowie?)


Tym bedziemy sie martwic rano...
...Tak, Kapitanie?
A rano okazuje sie, ze wyspa jest na tyle mala, ze na pomoc nie mamy co liczyc. Zerwal sie nam lancuch od steru i ni hu hu - brakuje jednego ogniwa. Kapitan wzywa baze. Baza po kiku godzinach doplywa pomoc nam w naprawie (nam jak nam dwa mozgi naprawcze to Q i Kapitan, co my bysmy bez nich...). Lekko nie jest, chlopaki w maskach co rusz nurkuja pod wode. Ale akcja zakonczona sukcesem! Przy okazji zwiedzamy calkiem przyjemna wyspe.