Ster, kolo, czy jak mu tam....

Plyniemy na pelnych zaglach, dmucha ja trzeba, na horyzoncie widac cel - majacza kolejne skaliste wyspy. To jeszcze parenascie ladnych mil. Q zglasza od rana, ze ster, kolo, czy jak mu tam... cos przeskakuje, ze traci czasem sterownosc... Ale poki co, tniemy fale jak trzeba! Az:... - Kaaapitanieee!!!
- O k...a! Zagle w dol! Odpalamy silnik!
Ni z tego, ni z owego poszedl ster, kolo, czy jak mu tam...
Chlopaki uwijaja sie jak w ukropie, znajduja rumpel i montuja. Ja usuwam sie z drogi. To tez pomocne, prawda? :)
Rumplem taka lodka wysterowac to nie lada zadanie, sily trzeba miec za dwoch. I co? No coz, Q siedzi cierpliwie kolejnych kilka godzin i plyniemy... A za nami burza, blyska sie, grzmi. Bedzie do tego wszystkiego padac czy nie?
Ucieklismy! Uffff....
I tak mielismy po poludniu zawinac hen daleko na kolejne wyspy, a tymczasem po wplywamy w najblizsza zatoke. Nadmienie, ze w Tajlandii zeglowanie po zmroku jest zabronione. Przydaja sie nasze czolowki. W przewodniku pisza, ze w zatoce sa bojki, ale ani widu ani slychu, ni hu hu :). Patrzymy jak "zaparkowali" sasiedzi. Kotwica. No to rzucamy... I w ten oto sposob zawijamy na wyspe, ktorej nazwy nie pamietam... (Zalogo! Kto ma jeszcze te nazwy w glowie?)


Tym bedziemy sie martwic rano...
...Tak, Kapitanie?
A rano okazuje sie, ze wyspa jest na tyle mala, ze na pomoc nie mamy co liczyc. Zerwal sie nam lancuch od steru i ni hu hu - brakuje jednego ogniwa. Kapitan wzywa baze. Baza po kiku godzinach doplywa pomoc nam w naprawie (nam jak nam dwa mozgi naprawcze to Q i Kapitan, co my bysmy bez nich...). Lekko nie jest, chlopaki w maskach co rusz nurkuja pod wode. Ale akcja zakonczona sukcesem! Przy okazji zwiedzamy calkiem przyjemna wyspe.

Etykiety: | edit post
1 Response
  1. Te zdjęcia nieba są niesamowite. Nie mogę się napatrzeć. Na pewno będą moją inspiracją.


Prześlij komentarz